Pokaż naszamucha.blogspot.com na większej mapie

niedziela, 4 listopada 2012

Nottingham, 8 lipca 2012





Dobrze wspominam chyba każde zwiedzone miasto w Anglii latem 2012. Chester, Shrewsbury, Stafford.. nawet Stoke-on-Trent i inne. Dla fanów angielskich miast (dla mnie) to raj na ziemi.

Nottingham jest wyjątkowe.

Nie dość, że to bardzo stare miasto (7 wiek ne.), to można ty natrafić na kilka charakterystycznych rzeczy:

1) Robin Hood - to właśnie w lasach w okolicach Nottingham (lasy Sherwood) miał żyć słynny Robin Hood, bohater ludu, angielski Janosik i to właśnie na Zamku w Nottingham miał żyć zły szeryf.



Miasto uwielbia legendę Robina, dlatego znajdziemy koło zamku pomnik, który składa się z trzech części - jedna to Robin, a inne to reszta postaci.



Banita był też inspiracją dla jednego z najciekawszych muzeów, w jakich byłam - Muzeum Sprawiedliwości.

Ale tak naprawdę nikt nigdy istnienia Robina Hooda nie udowodnił. A nazwa ,,lasy Sherwood" pada tylko w pierwszej ze wczesnych ballad o Robinie: Robin Hood and the Monk.

Ale.. kto by na to zwracał uwagę. Legenda żyje i ma się dobrze!

2) Muzeum Sprawiedliwości - wspomniane już



3) Jaskinie!



Od dawien dawna w Nottingham ludzie mieszkali w jaskiniach. Dziś można kilka takich zwiedzić. Ładnie te składy wyglądają, nie powiem. Wiele domów opartych jest na jaskiniach (na przykład też rzekomo najstarsza karczma w Anglii, ale tych w samym Nottingham jest trzy)

Pierwsza nazwa miasta pochodzi właśnie od jaskiń (w staroangielskim: Tigguo Cobauc, czyli miasto jaskiń)

4) Restauracja Pitcher & Piano - czyli restauracja, która kiedyś była kościołem (ha!) Dobry motyw do dyskusji. Nawet w najlepszej rodzinie (naszej) zdarzyło się mieć różne poglądy na temat tego obiektu.



5) Gotyk angielski - którego nie mogło zabraknąć



6) Część industrialna - w Nottingham ulokował się przemysł koronczarski. Miasto bardzo się wtedy rozwinęło. Nieco się architektury przemysłowej widzi, ale tego nie sposób w dużym angielskim mieście uniknąć dziś.



Ładnie, ładnie, polecam.



źródła:
http://www.localhistories.org/nottingham.html
http://en.wikipedia.org/wiki/Nottingham
http://www.nottinghamcity.gov.uk/index.aspx?articleid=3472
http://www.robinhoodlegend.com/ten-robin-hood-facts/


Krosno 11 września 2012



Zaskakujące jest to miasto Krosno. Pod wieloma względami.

Rozwodzić się nie będę, lecz tym razem otoczka towarzyska była naprawdę najprzedniejsza. Warto czasem wpaść do znajomych mieszkających w niepozornych miejscach.

Samo Krosno jest niepozorne.
Dziś nie tak kluczowe, sama niewiele wiedziałam o Krośnie, nim nie pojechałam.
Ale z Krosnem ma do czynienia każdy z nas codziennie, ot co. Powodem tego jest największa huta szkła w Polsce. Wiele kufli i szklanek jest w właśnie z Krosna, zalecam zerknąć.

Huty powstały na tym terenie na początku 20 wieku, ale szkłem bawiono się już tam wcześniej. W okolicy przyszedł na świat, a w Krośnie działał sam Ignacy Łukasiewicz, czyli człowiek, który wynalazł lampę naftową. I to właśnie przemysł naftowy i założona w 19 wieku spółka naftowa (też przez Łukasiewicza) dały miastu niezłego kopa do rozwoju.

Ale nie hutę szkła zwiedza w Krośnie turysta (choć istnieje muzeum). Turysta woli wypić kawę na krośnieńskim rynku lub też posiedzieć w ruinach Zamku.

Kamieniec, zamek w Krośnie, to obiekt nawet bardziej rozpoznawalny w całej Polsce niż szkło krośnieńskie. Powodem jest to, że to właśnie tutaj kręcono Zemstę. A wybór miejsca nie był przypadkowy. Kamieniec swego czasu (już jako ruina) należał właśnie do Aleksandra Fredry, a on szperając w dokumentach zamkowych, natknął się na opis sporu między dwoma rodzinami. To zainspirowało go do napisania komedii.


Bardzo polecam spacer na zamek.

A ostatnie co chcę dodać to kościół farny. Bazylika mniejsza pw. Św. Trójcy. Budowla powstała jeszcze za czasów Kazimierza Wielkiego (lokacja miasta itd), więc będzie mieć w sobie coś z gotyku, ale wystrój (i dzwonnica) to barok, nie najgorszy nawet. W środku - piękna belka tęczowa.

Takie to Krosno!
Wróciłabym zawsze...

Galeria: https://picasaweb.google.com/109545234949493190291/Krosno#



źródła:
-http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/13541,krosno-bazylika-farna.html
-http://www.krosno.pl/pl/dla-turystow/

piątek, 2 listopada 2012

Płock, 27/28 października 2012




Być może nie uznam, że Płock jest jednym z ładniejszych miast na Mazowszu. Zresztą.. kto by zwracał uwagę na moją mało obiektywną opinię.

W Płocku natomiast jest do zobaczenia naprawdę dużo.
A turystów, z tego co widziałam, niewielu, no ale może był to wynik niewybitnej pogody (zawieja i apokalipsa).

W zasadzie dlaczego niby wybierać Płock na weekend, skoro jest tyle ciekawszych miejsc, a Płock tak blisko tej całej Warszawy, że na pewno jeszcze będzie okazja pojechać.

Gdyby nie SKPT Warszawa pewnie długo bym się jeszcze nie wybrała.
Na szczęście jednak partia żyje i ma się dobrze.
Wyjazd krajowy do Płocka odbył się i to z rozmachem!

Śmiem nawet rzec, że da się zwiedzać Płock przy najgorszej pogodzie świata.


Zwiedzając Płock, zachwyciłam się kilkoma rzeczami:

1) Katedra 



a nawet bazylika katedralna. Wspaniały zabytek romański, którego historia sięga jeszcze 12 wieku. I być może jego 20-wieczne malowidła dla niektórych uczestników zabawy 'nie były zaskoczeniem', na pewno na długo zapamiętam ten kościół. Robi wrażenie. Wrażenie robią też słynne drzwi płockie. Co prawda znajduje się tam kopia tych drzwi, ale wciąż.. dobra kopia nie jest zła.

Płock swego czasu był stolicą Polski (1079-1138), zatem w katedrze można znaleźć groby 2 władców- Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego. Ciekawy jest proces ujrzenia kaplicy z grobami. Tylko za wrzuceniem pieniądza, zapala się światło. Widziałam coś takiego kilka razy w Hiszpanii. W Polsce chyba pierwszy.

2) Kościół Mariawitów



Budynek jest ok, ja to lubię taki angielski neogotyk, ale historycznie niczego nie podrywa. To, co mnie zainteresowało to wyznanie, jakiego ten kościół jest katedrą. A są to Mariawici.

Wszystko zaczęło się na początku XX wieku, kiedy to pewna zakonnica, dziś św. Feliksa Kozłowska dostąpiła objawienia Miłosierdzia Bożego. Owe Miłosierdzie Boże przekazało jej, że katolickie duchowieństwo potrzebuje uzdrowienia i dużo trzeba naprawić. Feliksa zatem udała się do kogo trzeba z podaniem o utworzenie zakonu w Kościele katolickim. Nie udało jej się to. Okazało się, że łatwiej jest utworzyć nowe wyznanie, wkrótce zresztą całkowicie zbojkotowane przez katolicyzm.

Dziś Mariawici funkcjonują jako wyznanie chrześcijańskie. Sami są również podzieleni na dwie frakcje. Jedni to frakcja starokatolicka (Płock) i katolicka (Felicjanowo).

U Mariawitów w Felicjanowie kapłanem może zostać kobieta.
Z kolei u Mariawitów w Płocku nie może, ale ożenić z kobietą może się kapłan. No chyba że wstąpi do zakonu.

Mariawici szczególnie lubią wspominać pewne wydarzenie historyczne, a mianowicie wojnę polsko-bolszewicką 1920. Płock został wtedy nieźle okaleczony, a z klasztorem Mariawitów wiąże się historia, jakoby Bolszewicy, którzy wpadli do kościoła, rozejrzeli się, rozejrzeli i już mieli grabić i gwałcić, kiedy to usłyszeli nakaz odwrotu. Było to oczywistym znakiem, że ta i tylko ta religia godna jest ocalenia w tej wojnie, a po dziś dzień Mariawici sformułowanie 'Cud nad Wisłą" rozumieją inaczej'.

3) Towarzystwo Naukowe Płockie



Jedno z najstarszych działających towarzystw naukowych w Polsce znajduje się w ładnym gotyckim budynku, dawnej kanonii. Najbardziej podobał mi się gabinet prezesa. Tyle chciałam na temat.

(Salonik też ok. Piłsudski kiedyś siedział, potem my).

4) Muzeum Mazowieckie



Tam ważną częścią jest muzeum secesji, ale nie o niej, bo nawet tam nie doszliśmy. W końcu trzeba było kiedyś zjeść  obiad ;]

Ale jest również spora ekspozycja na temat historii Mazowsza i Płocka.
Naprawdę nieźle to wszystko jest urządzone.
Ktoś nawet skomentował, że przypomina to wszystko nowoczesne muzea historyczne w Szkocji. Nawet mogłabym się z tym twierdzeniem zgodzić, przyznaję.
Jedno z najlepszych muzeów, jakie widziałam w Polsce.
Poza tym kocham makiety, a makieta Płocka była super + opowieść znad makiety i oświetlające się jej części, o których jest mowa. Naprawdę, naprawdę nieźle.

W Płocku jest też Stary Rynek. Podobno tętni życiem (?). Stoi tam ratusz, autorem jego Jakub Kubicki, znany i lubiany.

Warto też zobaczyć kościół farny, czyli św.  Bartłomieja. Ładna barokowa fasada. Proboszcz chętnie opowie o licznych ostatnich renowacjach. A, i kościół nigdy nie zapadł się ze skarpy, tak jak sądzi kilka portali internetowych.



Na ostatek, urodził się w Płocku Władysław Broniewski. Stoi jego dom i jego pomnik, ale z pomnika to bardziej widać Zemłę niż Broniewskiego, ot co.



Taka to była akcja P.Ł.O.C.K. Nawet polecam.

Polecam również mieć jako znajomych ludzi takich jak Marian, Szy, Agnieszka Sie, Marcin i Syn Mateusz, Igła oraz Marek Es. Wielki był to dla mnie czas, nie ma co.

Więcej zdjęć na picasie SKPT Warszawa

poniedziałek, 24 września 2012

Polska wzdłuż i wszerz



Cudze chwalicie, swego nie znacie.

To bez wątpienia mogłoby być motto tej wyprawy. To dziwne, ale na wycieczkę w Polskę jest się wybrać o wiele trudniej niż na drugi koniec Europy. A bo to niby takie nic, to nie trzeba planować, a skoro nie trzeba się szybko deklarować i planować, to zawsze coś wyskakuje.
Cudem - na szczęście - i mi, i Igle, czyli Oldze, zdarzyło się mieć wrzesień jakby cały wolny.

Swoją podróż zaczęłyśmy w Zakopanem. Nie omieszkałyśmy wstąpić na jeden czy dwa szlaki i szczyty.
Standard.
Standard zakończył się po opuszczeniu Zakopca. Czekała nas następująca trasa:


Wyświetl większą mapę

Wschodnia Polska nie ma przed nami tajemnic.

-Nowy Sącz
-Krosno
-Przemyśl
-Sandomierz
-Biała Podlaska
-Białystok
-Olsztyn
-Gdańsk
-Władysławowo

Tam byłyśmy, tam spałyśmy, tam sikałyśmy.

Przemieszczałyśmy się stopem. Nie byłyśmy bardzo doświadczone w tej formie transportu. Wcześniej podóżowałyśmy co prawda po Skandynawii na okazję, ale tam nie można mówić o podróżowaniu stopem, tylko raczej o sterczeniu całymi dniami na jezdni i autostradzie.
Szczegóły wyjazdu do Skandynawii tutaj:
http://naszamucha.blogspot.com/2011/08/skandynawia-3-14-sierpnia-2011.html

W Polsce to wciąż działa. I jest super. Trochę się obawiałyśmy na początku, czy to aby bezpieczne. Bo ryzyko oczywiście jest. Miałyśmy jednak ze sobą coś, dzięki czemu nic złego  nam sie nie stało, a zalecam też zabieranie tego innym osobom (w szczególności dziewczynom), jesli wybierają sie na stopa i jest to..

rozum



Zatrzymywali się ludzie różni. Mniej lub bardziej mili, mniej lub bardziej normalni. Do końca życia zapamiętam Robercika z tira, gadatliwą pannę młodą czy przystojnego pana, który mówił wszystkimi językami świata i wielu wielu innych. Byli tirowcy, bokserzy, pani sędzina, paralotniarz, architekci i budowlańcy. Łącznie 16 okazji, 16 ludzi, 16 osobnych historii.

Bywało i tak, że kierowcy łapali bakcyla i wozili nas po pałacach, wioskach otwartych okiennic lub podwozili nas prosto pod Górę Grabarkę.
Bywało też i tak, że ledwo wyciągnęliśmy nasz piękny karton, a obok juz była kolejka samochodów do nas, ale też i tak, że nie pojawiał się nikt i nikt przez godzinę.

Nie ma bardziej pasjonującego sposobu podróżowania jak stopem.

Miejscami bardziej pasjonujący okazywał się tylko sposób, w jaki nocowałyśmy w obcych nam miastach. Przede wszystkim poprzez Couchsurfing. Jeśli jeszcze nie znacie, to poznajcie, bo świat jest pełen ludzi, którzy chętni są pokazać swoje miasto podróżnikom i ugościć ich u siebie w domu.

Z Mirą z Nowego Sącza spędziłyśmy wspaniały wieczór pełen opowieści.
Darek wzorowo pokazał nam Przemyśl.
Wagabunda z Białej Podlaskiej zmienił pobyt w małej miejscowości w coś magicznego.
Marek z Olsztyna zachwycił nas swoją artystyczną duszą.

Na tym nie koniec. Warto też zdać sobie sprawę z tego, że czasem ma się znajomych w całej Polsce. Bartek ugościł nas w Krośnie (mm a te ciastka.. albo kalafior.. mm), a Asia i Łukasz w Gdyni (cała seria plot z Jastrzębia-Zdroju).

Od  dłuższego czasu podróże to dla mnie nie tylko miejsca. To głównie ludzie i emocje.

Ale od miejsc nie uciekniesz ;] Czasem trzeba było wejść w odzienie turysty i popatrzeć na zabytki. Najmilszym zaskoczenień był chyba Sandomierz. To naprawdę niezwykle urocze miasto. Jego urodzie sprzyja brak tłumów. Można zejść w podziemną trasę turystyczną, bardzo blisko centrum są piękne wąwozy, a starówka też daje radę.
W niepozornym Krośnie znajduje się zamek Kamieniec, a tam najsłynniejszy mur graniczny, który wszyscy znamy z Zemsty.
Nie wspomnę też, jak najwspanialszy ratusz w Polsce znajduje się w Nowym Sączu.

Wschód chowa w sobie wiele perełek. Np. zamek w Krasiczynie, Góra Grabarka, najświętsze miejsce polskiego prawosławia.
Białystok wydał mi się mniej piękny, niż go malują. Pałac Branickich jest niezły, fakt. Ale o wiele większe wrażenie robi makieta 17-wiecznego Białegostoku niż sam on.
Z przekory uznałam kiedyś, że Gdańsk wcale nie jest ładny. Ale... jest. Przyznaję. Bardzo ładny!

Natura też miała na tym wyjeździe wiele do powiedzenia.
Tatrzańskie szczyty...
Mazurskie jeziora...
Nadbałtyckie rafy... za jednym zamachem.

Coś pięknego.

Dodam jeszcze tylko, że gdyby nie Olga, która jest jednym z najwspanialszych ludzi, jakich mi przyszło poznać, ten wyjazd nie byłby tym samym.
W tym samym miejscu wielkie uściski dla tatrzańskiej ekipy, Emilii, Piotrka, Waldka i Ilony i naszych hostów, Bartka, Asi i Łukasza, Miry, Darka, Wagabundy i Marka.

Galeria z wyjazdu:
https://picasaweb.google.com/109545234949493190291/PolskaNiezwykA#









środa, 8 sierpnia 2012

Stoke-on-Trent, lipiec 2012





Złego słowa nie pozwolę powiedzieć o Stoke-on-Trent.

Co z tego, że przed tym, jak miałam tam spędzić 2 tygodnie wakacji z moimi krewnymi - Ewą i Kamilem i gdy  zdarzyło mi się pochwalić angielskiemu turyście, gdzie to wybieram się na wczasy i mówiłam, że Stoke-on-Trent, to musiałam go potem reanimować, ponieważ na śmierć prawie zakrztuszał się z niedowierzania.

Bo, fakt, prawda to, że mówi się o Stoku same złe rzeczy. Laik anglosaskiej architektury ceni sobie szeregową zabudowę z czerwonej cegły i charakterystyczne sklepiki (ja). Gdy ta jednak spowszednieje (czyli w przypadku wszystkich ludzi mieszkających w Anglii), niewiele jest w Stoku do dumy.

Niewiele nie znaczy nic jednakowoż.

Przede wszystkim Stoke słynie z porcelany. Stoke-on-Trent, czyli połączone na początku 20 wieku 5 porcelanotwórczych miast, to dziś ponad 200-tysięczne miasto, a powszechnie znane jest także pod pseudonimem The Potteries. Historia wytwórstwa porcelany na tym terenie jest o wiele dłuższa i sięga 17 wieku.

Warto zapoznać się z postacią Josiah Wedgewooda.
W 1759 założył wielką firmę garncarską na terenie dzisiejszego Stoke i w zasadzie to jemu zawdzięcza się uprzemysłowienie tego rejonu. Z ciekawostek wnukiem tego samego Wedgewooda jest nie kto inny jak Karol Darwin.

Dziś w Stoke dalej produkuje się porcelanę, ale nie taką skalę jak kiedyś. Można za to zwiedzić Muzeum Porcelany, Potteries Museum & Art Gallery. A jeśli nie interesuje kogoś porcelana lub znużony jest ogólnym krajoznastwem, może przebrać się za Trojanina tudzież Greka w dziale ,,Starożytna Grecja".

Nie samą jednak porcelaną żyje Stoke.

W Hanley na przykład jest nie najgorszy w w swej formie ratusz (połowa 19 wieku).

Jest też Tesco.. i wieżowiec (fantastyczny brutalizm).

Niezgorsze parki, a tam można zagrać w tenisa, jak ktoś lubi i ma czas i piłkę.


W Stoke jednak, niczym w Łodzi, nie ma za bardzo, co robić, dlatego też uformowało się tu wielu artystów i innych słynnych jednostek. Np. Robbie Williams, Reginald Mitchell (twórca samolotu Spitfire), John Smith (kapitan Titanica), Arnold Bennet (pisarz) albo Stanley Matthews (niezwykle znany podobno piłkarz).


Kłócić nie będę się, że Stoke jest piękne, bo rzeczywiście gdyby porównać je do Shrewsbury albo czegokolwiek, to nie ma co. Bardziej niedoceniony i uciśniony, uważam, jest Radom na przykład.

Ale, nie powiedzcie, też jest super ciekawe zobaczyć, jak wygląda typowe miasto angielskie, o które od stu lat mniej więcej się nie dba. Rozpadające się domy też mają w końcu swój urok.

A ja dodatkowo podchodzę do Stoke jakby emocjonalnie.
Wszak będę szanowac każdą, nawet najbardziej zapuszczoną norę świata, jeśli tylko przyjdzie mi tam odwiedzić moich kochanych krewnych, a przyjaciół zarazem.

Z wielkim pozdro dla Anety, Michała, Ewy i Kamila!
A post ten dedykuje sobie.

więcej zdjęć:
-Wieczorne zajęcie w Stoke-on-Trent
-Na zdjęciu czasem i ładne jest Stoke
-Rodzina
-Wielokulturowość
-Ukochana potrawa
-Mniejsza fabryka
-Centrum Stoke

galeria:
-https://picasaweb.google.com/109545234949493190291/StokeOnTrent#

wtorek, 7 sierpnia 2012

Stratford-upon-Avon, 12 lipca 2012




Tutaj trafiłam w ramach wyjazdu krajowego do UK. Opis podróży pod tym linkiem. Stratford to jedno z miejsc, które postanowił człowiek zobaczyć.

Stratford-upon-Avon to nieduże miasto niedaleko Birmingham.

Słynie przede wszystkim z tego, że urodził się tutaj Wiliam Shekspir. A nie, słynie tylko z tego, że urodził się tutaj Wiliam Szekspir.

Jakby nie patrzeć, to duża atrakcja. Wiele jest tam pamiątek i miejsc związanych z pisarzem. Wykreowana jest trasa turystyczna śladami Szekspira i właściwie tylko na niej widzi się turystów. Gdy za to zejdzie się z tej trasy, domy są o niebo brzydsze, pizza 3 razy tańsza, a turysty niewiele.

Cenię sobie zatem to miasto, ale umiarkowanie. Brakuje w nim nieco prawdziwości, jak dla mnie.

To wszystko wynika chyba z niechęci do turystów, jak jestem na urlopie. Co za dużo to nie zdrowo. Ten fach tak ma.

Tymczasem, to prawda, jest w Stratford kilka miejsc wartych uwagi:

- pomnik Szekspira - nawet w reprezentatywnym miejscu, otoczony mniejszymi pomnikami postaci z dzieł pisarza
- miejsce narodzin W.S.- dom o charakterystycznej konstrukcji szkieletowej, w środku - muzeum biograficzne
- różne inne domy - córki, matki W.Sz. oraz dom, gdzie pisarz rzekomo zakończył swój żywot.
- szkoła, gdzie uczęszczał W.Sz.
- 13- wieczny kościół św. Trójcy - tam jest pochowany, tam też był chrzczony.

W mieście są również dwa teatry, starszy (Swan Theatre) i niemal nowy Royal Shekspir Theatre.

Albo, o dziwo nie jest to związane z Szekspirem, jest dom, który należał do... rodziny żony... człowieka, który wyemigrował do Ameryki i założył Harvard! No szał...

Jest nawet sporo ciekawej architektury, ale tak jak wspomniałam, tylko i wyłącznie na wyznaczonej dla turysty trasie.

Zanim tam jednak tłumnie się wybierzesz, mam ze dwie (trzy) rady:

1. Jeden dzień w tym mieście to naprawdę wystarczająco.
2. Nie radzę szukać noclegu w Stratford. To prawie niemożliwe. Lepiej znaleźć tańszy hostel w Birmingham (zresztą jest tam ich trochę więcej). Jest dobry dojazd. Też łatwiej trafić do Birmingham z każdego miejsca w Anglii niż do Stratford.
3. Jeśli masz zamiar coś jeść, to lepiej nie na trasie turystycznej. Wystarczy zejść na ulicę obok i naprawdę jest taniej.

O Stratford koniec.

więcej zdjęć:
-Herb Stratford-upon-Avon


galeria:

Radom, wiele razy

Dawno dawno temu pojechałam do Radomia po raz pierwszy.
 


Potem po raz drugi...

I po raz trzeci...

I tak się uzbierało kilkanaście razy w celach różnych.

Zawsze w doborowym towarzystwie i zawsze było radośnie.

I zawsze. ZAWSZE! powtarzałam, że miasto Radom jest wspaniałe.

Niewiele osób powie: Radom jest super.

Niedocenione i zapomniane... upadające miasto Radom. Ludzie wywalają z niego drzwiami i oknami.

Nic dziwnego. Siłą Radomia po wojnie były zakłady, fabryki.. maszyny do szycia, broń, ubrania... Teraz w Radomiu nie ma pracy, ludzie wyjeżdżają, głównie do Warszawy. Ale tak naprawdę, gdziekolwiek się podziejesz w życiu, zawsze spotkasz człowieka z Radomia.

Nie jest to martwe miasto, ale nie inwestuje się dużo. Nie mówię nic, bo próby są. Np. prowadzi się teraz badania archeologiczne na grodzisku Piotrówce (,,Radom drugim Biskupinem?"), buduje się kilka nowych rzeczy... takie takie.

A turystyka tam ma potencjał! Oj, ma!


No właśnie. Po pierwsze jest grodzisko Piotrówka. Pozostałości 10-wiecznej osady. Jest kamień pamiątkowy i fragment palisady, jakoby taka podobno miała tam stać niegdyś. Na Piotrówce miał istnieć pierwszy kościół w tej okolicy. Dziś już nie istnieje i niewiele o nim wiadomo, ale legenda mówi, że z pobliskiego stawu można usłyszeć dobiegający dźwięk dzwonów kościoła.

Innym bardzo starym zabytkiem jest kościół św. Wacława. Jego powstanie datuje się jeszce na 13 wiek, należał do Starego Radomia (miasta na prawie średzkim). Oddalony jest zatem nieco od rynku i miasta, które w 14 wieku założył Kazimierz Wielki.

Te z kolei miasto, czyli Nowy Radom na prawie Magdeburskim, otrzymało prawa miejskie w 1364. Miało i farę i ratusz i rynek i zamek.

Dziś fara stoi jak stała. Ale katedrą nie jest. Katedra znajduje się nieco dalej, stuletnia, a z ręki Józefa Piusa Dziekońskiego. Fara za to w zmnienionym jest nieco kształcie, bo ten sam Józef Pius DZiekoński nadał kościołowi nowy ,,lepszy" kształt.

Ratusz z kolei znajdował się, jak to prawo magdeburskie nakazuje, na środku rynku. Kształtem gotycki, dziś już go nie ma. Ale w pobliskim muzeum im. Jacka Malczewskiego można zobaczyć niejedną jego makietę. Ratusz rozebrano w 19 wieku, a nowy wybudowano po jednej ścianie rynku. Uczynił to Henryk Marconi, a imię jego każdemu przewodnikowi miejskiemu oraz mieszkańcowi Sosnowca znane.

Ciekawym obiektem jest też Zamek, ponieważ niby jest a niby nie ma go dziś. Zamek jako taki już nie istnieje. Tylko jeden budynek, który należał do zamku, stoi i uznawany jest oficjalnie za ZAMEK. Nie przypomina go jednak ani trochę. Na szczęscie całkiem niedawno ustawiono obok tego właśnie budynku makietę. Może w końcu mieszkańcy Radomia dowiedzą się, że mają zamek.

A na zamku tym wcale nieprzelewki miały miejsce. Często bywał tu król Kazimierz Jagiellończyk, tutaj uchwalono konstytucję Nihil Novi, potwierdzono Unię Wileńsko-Radomską i wiele wiele innych...

Wokół miasta były też mury. Dziś tylko pozostalości mury i niektórych bram.


Tyle jeśli chodzi o miasto kazimierzowskie. Dodam jeszcze tylko, że w jedna z kamienic na rynku miała być zbudowana dla kochanki Kazimierza Wlk, Esterki. Stąd nazwa kamienicy.


Najwspanialszym jednak chyba zabytkiem Radomia jest zespół klasztorny oo. bernardynów. Olbrzymi klasztor i gotycki kościół pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej. W kościele między innymi znajduje się grób płk. Dionizego Czachowskiego, bohatera powstania styczniowego.

Z późniejszych tworów warto zwrócić uwagę na dawne kolegium pijarów. Dziś tam wspomnanie już muzeum im. Jacka Malczewskiego, nowy ratusz (Anotnio Corazzi), Towarzystwo Kredytowe Ziemskie (Marconi znów, a założycielem TKZ był ojciec Jacka Malczewskiego) czy Resursa Obywatelska.

Przed Resursą stoi ciekawe drzewo, tzw. Drzewo Wolności, posadzone przed Resursą w 1918.

Kończąc jeszcze temat architektury, urok Radomia to nie tylko ważne dla historii miasta budynki. Radom w wielu miejscach jest po prostu od stu lat nietknięty. Wiem, że w słynnych radomskich bramach na Żeromie jest niebezpiecznie, ale jeśli by przyznać, że człowiek zachwyca się ruinami, to jest pięknie. W bramy (przed 20:00) warto zaglądać. W jednej z nich odnajdziesz  starą, nieczynną już, 19-wieczną drukarnię z czerwonej cegły.


W Radomiu dużo jest też pamiątek po powstaniu styczniowym. Wiele się tu działo wtedy.

Oraz muszę jeszcze wspomnieć, że Radom to miasto samych sław! Urodzili się tutaj Jacek Malczewski (muzeum jego imienia, wiele obrazów), Tytus Chałubiński, a w okolicy Jan Kochanowski.

Kochanowskiemu właśnie zawdzięcza jeden z najsłynniejszym landmarków w Radomiu - jego pomnik. Nieco kontrowersyjny, ponieważ może zgorszyć swym rozkroczem.

Wiele jesczcze bym mogła, naprawdę wiele o Radomiu!

Wierzę, że niejeden turysta jeszcze w życiu doceni te piękne miasto!

PS. O matko! Byłabym zapomniała wspomnieć o zacnym skansenie - Muzeum Wsi Radomskiej. Raz miał człowiek okazję zwiedzić je nad wyraz dokładnie, i to z wybitnym komentarzem krajoznawczym!

Czytaj wcześniejszy wpis o Radomiu
- Radom 2-5 kwietnia 2010

więcej zdjęć:
- kościół garnizonowy, dawniej cerkiew
- z wycieczką pilocką w Radomiu

galerie:
- Radom i Kiedrzyn maj 2011
- Wycieczka pilocka 2011, między innymi Radom
- Radom 2012, Muzeum Wsi Radomskiej